Czy melancholia woli kobiety? Depresja: przyczyny, zapobieganie i terapie

DepresjaNiektóre badania wykazują większą skłonność do depresji u kobiet. Tego zdania nie należy zbytnio uogólniać - większość kobiet nigdy nie zachoruje na depresję, podobnie jak i mężczyzn. Istnieje jednak większe ryzyko, związane z wieloma czynnikami, nie tylko natury biologicznej, ale również psychospołecznej, kulturowej, cywilizacyjnej, które powodują, że kobieta jest bardziej podatna do stanów nazywanych przez psychiatrię "depresyjnymi".

Wiąże się z tym z pewnością nadal "słabsza" pozycja społeczna kobiety, a także trudy ciąży i połogu, konieczność opieki nad dzieckiem przez pierwszych kilka lat, karmienie, niepewność, czy po urlopie macierzyńskim uda się wrócić do zawodu, itp.

Depresja to stosunkowo nowa nazwa

Dawniej mówiło się bardziej literacko "melancholia", "apatia", "uporczywy smutek". W nazwie, którą używamy obecnie podkreśla się jakiś stan poniżej normy, stan, w którym jakość życia obniża się, stan, kiedy czegoś brakuje, a co jest obecne w zdrowiu. Geograficznie "depresja" to teren położny poniżej poziomu morza.

Depresja w tym sensie jest zubożeniem osobowości, osłabnięciem pozytywnych uczuć, wzmocnieniem negatywnych, spośród których naczelne miejsce zajmuje od zawsze smutek. W słowie "depresja" pobrzmiewa też rdzeń "presja", od bycia pod presją, czy bycia wystawionym na bodźce niekorzystne. Jest to w tym znaczeniu każdy zbyt duży "nacisk" (np. wygórowane wymagania w szkole czy pracy) na organizm i psychikę.

Nieznana jest jedna, uniwersalna przyczyna depresji u kobiet, a zatem nie istnieje jedna cudowna terapia. Jak to bywa w medycynie - może być różnie. U kogoś normalna żałoba po utracie kogoś ważnego i bliskiego mija po pół roku (jak chcą podręczniki psychiatrii), a u innego - przejdzie w pełnoobjawową depresję z dominującym smutkiem, myślami rezygnacyjnymi, zaburzeniami snu, apetytu, podstawowymi zaburzeniami instynktu przetrwania.
Według podręcznika diagnostyki i statystyki zaburzeń psychicznych (Diagnostic and Statistical Manual of Mental Disorders, Fourth Edition), czyli DSM-IV do rozpoznania epizodu dużej depresji niezbędny jest co najmniej dwutygodniowy okres obniżonego nastroju lub też utraty zainteresowania wszystkimi niemal czynnościami i płynącym z nich przyjemnościom.

Dodatkowo, w tym samym czasie, musi wystąpić pięć lub więcej spośród wymienionych niżej objawów:

  • depresyjny nastrój przez większość część dnia
  • zmniejszenie zainteresowań i zdolności do przeżywania przyjemności
  • wyraźny wzrost lub spadek wagi
  • bezsenność albo nadmierna senność
  • pogorszenie panowania nad ruchami ciała
  • wrażenie zmęczenia
  • poczucie własnej bezwartościowości i winy
  • spadek sprawności myślenia i koncentracji
  • powracające myśli o śmierci i samobójstwie

Podstawą do rozpoznania jest zatem obserwacja lub samoobserwacja, ponieważ psychiatria nie dysponuje żadnymi badaniami fizykalnymi, które pomogłyby postawić diagnozę. Depresję rozpoznaje psychiatra na podstawie wywiadu z pacjentem i/lub relacjami otoczenia, najczęściej najbliższej rodziny.

Jak opisać kogoś z depresją?

Idąc za Antonim Kępińskim, można powiedzieć, że nie wiadomo dokładnie, co przeżywa cierpiący na depresję, ale można opisać z zewnątrz jego zachowanie. Człowiek depresyjny idzie wolniej, jest czasem pochylony i patrzy w ziemię, jakby ciągnął za sobą jakiś wielki ciężar. Wszystkie procesy życiowe wydają się być zachowane, tyle, że są spowolnione. Nie pomaga kawa, papieros, rozmowa. Pogrążony w depresji nie czuje sensu codziennego zabiegania o pieniądze, sławę, wątpi w ogóle w sens istnienia. W tym sensie depresja nastraja filozoficznie - "panta rei" (wszystko mija), "nic nowego po słońcem", "wszystko marność". Pojawiają się okresowo, najczęściej pod koniec wieku zbiorowe nastroje melancholiczne - poeci młodopolscy pod koniec XIX wieku zwątpili dosłownie we wszystko: w religię, naukę, sztukę, człowieka. Takie nastroje obserwowaliśmy w latach 90., wkrótce po upadku komunizmu, kiedy nagle zniknął wróg (walka z nim dla wielu była sensem życia) i pojawiła się wolność, trudna do racjonalnego zagospodarowania. Sklepy pełne półek, a z drugiej strony coraz mniej pieniędzy w portfelach. Nic dziwnego, że pojawiały się ruchy sekciarskie, proste odpowiedzi na skomplikowane pytania (istota każdego fundamentalizmu), których wszyscy pragnęli. Razem z początkiem XXI wieku nastroje zaczęły się poprawiać, na co miało wpływ też wiele czynników.

Jednak nie należy twierdzić, że przyczyn depresji jest bez liku - że wszystko może się stać potencjalnie źródłem depresji. Istnieje spora grupa depresji endogennych, czyli spowodowanych po prostu zaburzeniami w pracy centralnego systemu nerwowego. Tutaj najlepiej pomogą leki antydepresyjne, pod warunkiem, że są odpowiednio wybrane przez lekarza psychiatrę, ustawione w odpowiedniej dawce i regularnie zażywane przez okres - zwykle - co najmniej pół roku. Istnieje również zjawisko "depresji sezonowej" (SAD - Season Affective Disorder), związanej z zimą, a zatem brakiem światła słonecznego, niskimi temperaturami, krótszym dniem. Przestawiają się wtedy niektóre rytmy biologiczne, a jedną z terapii jest terapia specjalną lampą, dostarczającą brakującego naświetlenia. Osobną grupę stanowią zaburzenia na tle hormonalnym - zwłaszcza w "czułych" okresach życia kobiety, czyli pokwitaniu i przekwitaniu (menopauza).

Istnieje też spora grupa pacjentów, u których wydaje się na pierwszym planie są czynniki zewnętrzne (egzogenne), zwykle związane z czynnikiem ludzkim. Rzadko kto wpada w depresję po zgubieniu tysiąca złotych - często, jeśli miał to być prezent dla kogoś znaczącego. Najczęściej depresje egzogenne wynikają z utraty obiektu - śmierć bliskiego, rozwód, separacja, opuszczenie domu rodzinnego, czasem przeprowadzka i konieczność adaptacji, zmiana pracy, zwolnienie z pracy, przejście na emeryturę. Te czynniki powodują obniżenie nastroju - istotę każdej depresji. Smutek, apatia, obawy o przyszłość, zamartwianie się, przesadne wyolbrzymianie problemów, czasem urojona fantazja, że się cierpi na jakąś śmiertelną chorobę. Depresja powoduje zwrot ku swemu "ja", budzi zainteresowanie sprawami filozoficznymi (cel życia, itd.), w tym sensie jest dość cennym - pomimo cierpienia - stanem dla otoczenia. Chory myśli o końcu życia, miewa koszmarne sny, albo - paradoksalne pobudzenie i bezsenność, także - chorobliwie podniesiony nastrój połączony z gadatliwością, słowotokiem, itd. Depresja u kobiet przejawia się inaczej niż u mężczyzn. Dalej zajmiemy się już tylko specyfiką kobiecej melancholii. Dodać jeszcze należy, że w praktyce czynniki wewnętrzne i zewnętrzne występują razem. Istnieje wrodzona wrażliwość u około 15 % populacji, która przechodzi kryzys depresji. Jak każdy kryzys, może stać się miejscem dokonania czegoś nowego - czasem nawet oznaczać może realizację rozwoju na poziomie duchowym czy społecznym. Depresja jest jednak przede wszystkim chorobą, którą należy wykrywać wcześnie, leczyć i zapobiegać pogorszeniom. Dobrze wyleczona melancholia w zasadzie nie powinna wracać, zwłaszcza, jeśli otoczenie wspiera chorą.

Pojawia się często w przełomowych etapach życia, takich jak pierwsza miesiączka, dojrzewanie, menopauza, emerytura, wyjście dzieci z domu, wejście dzieci w związki, utrata męża (średnia życia kobiet nadal jest wyższa o 7-9 lat od mężczyzn w Polsce). Rzadko kobiety w depresji są agresywne, pełne pretensji do świata. Raczej pojawia się introwertyzm, zwrot ku wnętrzu, zamyślenie, nieobecny wzrok, zapatrzenie w dal. To choroba także artystów, filozofów, działaczy publicznych. Depresja "zmusza" niejako do dokonania zmian w życiu. Jak każda choroba czy ból sygnalizuje, że coś trzeba zmienić, dokonać odważnej przemiany. Może to być po prostu wołanie o zmianę trybu życia na bardziej zrównoważony, czasem wzajemne przebaczenie, przełom w trudnych relacjach. Może chodzić o konieczność zadbania o siebie. Kobiety często w rodzinie na pierwszym miejscu stawiają męża/partnera czy dzieci i zaniedbują siebie. Trzeba zachować tu zdrowy egoizm - odmawiać pracy ponad siły, zwłaszcza na tzw. "drugim etacie" w domu (w Niemczech prowadzące dom otrzymują pensję), zadbać o wygląd, ubiór, wyjść do pubu czy teatru. Ostatecznie zaniedbanie siebie odbija się na otoczeniu, bo chorą kobietą trzeba się zająć. Nie znaczy to, że kobieta jest winna depresji - jak w każdej chorobie winnych nie ma.

Pierwszym zwiastunem depresji jest utrata dawnych zainteresowań - z dnia na dzień lub - częściej - z tygodnia na tydzień pacjentka przestaje interesować się tym, czym się dotąd pasjonowała. Nie widzi sensu tam, gdzie go tyle widziała wcześniej. Może to być znudzenie, wypalenie pracą, zwłaszcza monotonną, ale może być też początek depresji. Międzynarodowa Klasyfikacja Chorób Psychicznych uznaje, że do postawienia diagnozy depresji trzeba co najmniej dwu tygodni nieprzerwanego trwania objawów - zwłaszcza podstawowych czynności życiowych (odżywianie, sen, życie seksualne, dbanie o higienę, itd.). Jeśli po dwu tygodniach stan depresyjny się utrzymuje - jest to czas wezwania lekarza. Niestety, spora część kobiet trafia jedynie do lekarza pierwszego kontaktu, który nie zna się na psychiatrii. Najczęściej wypisuje lek uspokakający, który może nawet pogłębić depresję (!) i stwierdza: "nic Pani nie jest". Z drugiej strony coraz więcej wiadomo o depresji, dzięki akcjom PR-owskim, różnym stowarzyszeniom na rzecz dialogu społecznego, itd. Nieleczona depresja raczej nie mija, a ponadto może odbić się fatalnie na sferze somatycznej, jeśli np. podejmowane są próby "samoleczenia" za pomocą używek czy metod alternatywnych. Rzeczywiście czasem pomoże rozmowa z przyjaciółką, jeśli mamy zwyczajną chandrę. Jeśli jednak jest to zaburzenie depresyjne, rozmowa taka nie pomoże na dłuższą metę. Potrzebny jest specjalista.

Oznaką depresji jest zatem jakaś zmiana na niekorzyść. Może to być trudność z wykonywaniem obowiązków w domu i pracy. Otoczenie czasem nie zauważa zmiany, albo dorzuca kamyczek: "coś się ostatnio opuściłaś, zaniedbujesz męża, itd." Takie porady typu "weź się w garść" pogarszają sytuację kobiety. Zmiana lub utrata zainteresowań wydaje się obok wycofania z relacji społecznych być "papierkiem lakmusowym" depresji. Nagle telefon jest wyłączony, znajomi stają się "nudni", dawne hobby nie cieszy, uprawiany jogging staje się zbyt męczący. Wyjście na III piętro okazuje się problemem, podobnie jak poranna pobudka. Przestaje cieszyć seks, co wprawia partnera w złość, która dodatkowo pogarsza sytuację. Dźwięki z otoczenia są bardziej natarczywe, hałas na ulicy - głośniejszy. Jeśli dawniej kobieta była wszędzie, gdzie mogła, teraz zamyka się w pokoju, godzinami czyta smutne książki lub - częściej - lektura przestaje w ogóle cieszyć. Literki zmieniają się w czarne robactwo, książka już nie wciąga, nie budzi emocji.

W takim stanie można żyć latami, ale można sobie pomóc. Wystarczy powiedzieć komuś zaufanemu albo wykręcić numer informacji kryzysowej, gdzie można uzyskać informacje o leczeniu. Bo depresję można i należy leczyć. Nie jest to choroba na całe życie. Zazwyczaj rok porządnego leczenia ambulatoryjnego powinno postawić na nogi. Jednak po leczeniu jest jeszcze czas rehabilitacji. Nie należy przyspieszać i na siłę wracać do swej dawnej aktywności. Poprawa w zaburzeniach psychicznych przychodzi stopniowo, tak, jak stopniowo i podstępnie skradała się choroba. Remisja (wycofanie objawów) może trwać latami, część kobiet nigdy ponownie nie zachoruje. Szczególną rolę spełnia otoczenie. To rodzina jest pierwszym miejscem, gdzie pojawia się depresja, dlatego rolą mądrej rodziny jest w czasie leczenia odciążyć kobietę z niektórych obowiązków. Nie wolno pod żadnym pozorem "brać się w garść". Depresja coś chce powiedzieć. Najczęściej bywa odpowiedzią na zbyt duże ambicje, zbyt szybkie tempo, za wygórowane wymagania od siebie.

Istnieje też specyficzna dla kobiet depresja poporodowa, która zwykle mija 4-6 dni po porodzie, a objawia się drażliwością, wahaniami nastroju, nadmierną obawą lub brakiem zainteresowania dzieckiem, poczuciem, że się może mu zrobić krzywdę. Tłem takiej depresji są normalne po okresie ciąży i porodu wahania i zmiany hormonalne. Czasem u części kobiet stan taki trwa dłużej, nawet wiele miesięcy i wtedy konieczna jest wizyta u psychiatry. Leczenie depresji - każdej postaci - "sposobami domowymi" lub wyłącznie psychoterapią jest poważnym błędem w sztuce medycznej. Depresji bez leków wyleczyć się nie da - zbyt wczesne odstawienie lub nie podjęcie leczenia powoduje prawie zawsze nawrót choroby.

Oprócz leków stosuje się także inne fizyczne metody leczenia. Ostatnio wiele nadziei łączy się z przezczaszkową stymulacją magnetyczną, ale terapia ta jest w fazie testowania. Nie wiadomo, na ile medycyna alternatywna bywa skuteczna i czy nie jest to efect placebo. Problemem w leczeniu depresji jest towarzyszące chorobie cały czas poczucie wyczerpania i zmęczenia, które może utrudniać dodatkowo terapię. Dlatego leki powinny być pierwszym działaniem w walce z depresją. I bardzo istotne jest wsparcie otoczenia, które powinno powstrzymać krytyczne uwagi, popędzanie, komunikaty typu "co się z tobą dzieje? nie poznaję Cię", "jesteś leniwa". Depresja to choroba - nie ma ona nic wspólnego z lenistwem. Chorują na nią coraz częściej - paradoksalnie - osoby z tendencjami do pracoholizmu, nadaktywne zawodowo, ambitne, celebrytki, kobiety sukcesu. To komunikat, że są sprawy ważniejsze od kariery - choćby rozwój wewnętrzny.

Nie bądźmy dla siebie bezwzględni. Każdy ma prawo czuć się czasami gorzej. I każdy może wygrać z depresją.